Na pogrzebie mojego ojca grabarz wziął mnie na bok: „Proszę pana, pański ojciec zapłacił mi za pochowanie pustej trumny”. Powiedziałem: „Przestań żartować”. Dał mi klucz i syknął: „Nie idź do domu. Idź na oddział 17 – TERAZ”. Zawibrował mój telefon. Mama napisała SMS-a: „Wróć sam do domu”.

Cień uśmiechu przemknął mu przez usta i zniknął.

Potem spoważniał.

„To najlepsza szansa, jaką mamy”.

„A co z moją rolą?”

Patricia odpowiedziała, zanim zdążył. „Zostań tutaj”.

Roześmiałem się głośno.

„Nie ma mowy”.

„To nie podlega negocjacjom”.

„To moja matka”.

„A twoja żona nadal nie wie, gdzie jesteś” – powiedziała Patricia. „Twoje dzieci się ukrywają z powodu tego, co się dzieje dziś wieczorem”.

„Dokładnie. Moja rodzina”.

Mój ojciec zrobił krok naprzód. „Nie jesteś do tego przygotowany”.

„Więc szybko mnie wyszkol”.

„Julian”.

„Żadnego”.

Po raz pierwszy w dorosłym życiu dostrzegłem w nim niepewność tam, gdzie zawsze widziałem autorytet.

Podszedłem bliżej.

„Nie możesz zniknąć, powrócić z martwych, powiedzieć mi, że moją rodzinę ściga człowiek, o którym nigdy nie słyszałem, a potem odłożyć mnie na bok, żeby uratować moją matkę” – powiedziałem. „Możesz mi rozkazywać, ile chcesz. Nie jestem dzieckiem”.

Patricia skrzyżowała ramiona. „Jesteś prawnikiem korporacyjnym, który prawdopodobnie nigdy nie używał niczego groźniejszego niż gwoździarka”.

„Prawda”.

„To nie film”.

„Wiem”.

„Ludzie giną podczas takich operacji”.

„Też to wiem”.

Przyglądała mi się przez dłuższą chwilę. Potem spojrzała na mojego ojca.

„I tak przyjdzie, prawda?”

Mój ojciec westchnął.

„Tak”.

Potarła skroń, jakby miała ból głowy, którego spodziewała się od chwili, gdy weszłam.

„Dobrze. Potem zostaje z drugą grupą. Robi dokładnie to, co mu kazano, i nie robi nic bohaterskiego”.

Skinęłam głową.

Mój ojciec tego nie zrobił.

Wytrzymał moje spojrzenie, aż myślałam, że całkowicie odmówi.

W końcu powiedział: „Jeśli coś pójdzie nie tak, uciekaj”.

Pokręciłam głową. „Nie”.

„Obiecaj mi”.

„Nie zostawię cię”.

Jego twarz stwardniała w coś, co pamiętałam z dzieciństwa – w wyraz, który oznaczał, że nie ma miejsca na dyskusję.

„Obiecaj mi”.

Przełknęłam ślinę.

Prawdę mówiąc, nie miałam tego na myśli.

Ale powiedziałam: „Dobrze”.