Pusta trumna
Grabarz złapał mnie za ramię w chwili, gdy odwróciłem się od grobu mojego ojca.
"Pan."
Jego głos był niski, szorstki, na tyle natarczywy, że przebił się przez stłumione odgłosy płaczu krewnych, szelest czarnych płaszczy i ciche szuranie butów po mokrej cmentarnej trawie. O mało go nie strząsnąłem, nie patrząc. Mama czekała przy samochodzie. Żona napisała dwa SMS-y. Dzieci były z bratową. Głowa pękała mi z bólu po trzech nieprzespanych nocach i wysiłku wygłoszenia mowy pogrzebowej, której ledwo dokończyłem.
Mój ojciec nie żył.
To była jedyna rzecz na świecie, która miała znaczenie.
„Nie teraz” – powiedziałem, próbując się uwolnić.
Jednak grabarz wytrwał.
„Twój ojciec mi zapłacił” – powiedział.