„Dziękuję?”
„Przepraszam”.
W kolejce przez chwilę panowała cisza.
Potem powiedziała: „Po prostu wróć do nas”.
Rozłączyła się.
Ręka mi drżała, gdy odkładałem słuchawkę.
Patricia patrzyła już na jeden z monitorów. „W rezydencji Mercerów jest jakiś ruch” – powiedziała. „Dwóch mężczyzn. Obaj uzbrojeni”.
„Skąd wiesz, że są uzbrojeni?” – zapytałem.
„Mamy kamery termowizyjne i zoomy. Kaburę na ramię, schowek w pasie”.
Odwróciłem się do ojca. „Więc czekali na mnie”.
„Albo na twoją matkę” – powiedział.
„Gdzie ona jest?”
Patricia spojrzała na kolejny ekran, potem na kolejny.
„Teraz odbieramy nagrania z kamer drogowych. Znajdziemy pojazd”.
Minęły trzy godziny w tej metalowej skrzyni, a ja każdą minutę przeżywałem w napięciu tak silnym, że bolały mnie mięśnie.
Agenci przychodzili i odchodzili w cywilnych ubraniach. Specjalista od radioaparatu. Monitoruj zamigotał. Kawa pojawiła się i pozostała nietknięta. Nazwiska, których nie znałem, były wypowiadane z nagłym pośpiechem. Porównywano tablice rejestracyjne. Kartlady Mobilmaster. Nagrania z monitoringu przeglądano klatka po klatce.
W pewnym momencie w tych godzinach dowiedziałem się, że czarny SUV opuścił cmentarz i zmierza w stronę portu przemysłowego.
W pewnym momencie w tych godzinach dowiedziałem się, że mój ojciec od miesięcy planował własną śmierć.
W pewnym momencie w tych godzinach przestałem być tylko wstrząśnięty i zacząłem się złościć.
Złość napływała cicho, niemal zgrabnie, i zlewała się ze strachem.
Na początku była to złość na Victora Crane'a, na jego niewidzialną postać wdzierającą się w każdy zakątek naszego życia.
Potem nastąpił zwrot akcji.
Mój ojciec przeglądał z Patricią plan magazynu nadbrzeżnego, gdy mu przerwałem.
„Pozwól nam cię opłakiwać”.
Oboje podnieśli wzrok.
Nie zamierzałem tego wtedy powiedzieć. Ale kiedy słowa padły, nie mogłem przestać.
„Pozwoliłeś mamie upaść nad trumną, w której nie było ciała. Pozwoliłeś mi tam stać i cię pochować”.
Ojciec nie odpowiedział od razu.
„Pozwoliłeś mi myśleć, że nie żyjesz”.
„Tak” – powiedział.
Zaśmiałem się cicho. „To wszystko, co masz do powiedzenia?”
„Co mam ci powiedzieć?”
„Chcę, żebyś powiedział, że wiedziałeś, co to ze mną zrobi”.
Wtedy jego twarz się zmieniła. Spokojna, opanowana maska, którą nosił przez całe popołudnie, zniknęła.
„Dokładnie wiedziałem, co to z tobą zrobi” – powiedział cicho. „Dlatego prawie mnie to zabiło”.
Pokręciłem głową.
„Nie. Nie wciskaj mi jakiejś szlachetnej wersji tego. Dokonałeś wyboru. Nie zaufałeś mi, jeśli chodzi o prawdę”.
Podszedł bliżej.
„Nie ufałem tej sytuacji” – powiedział. „To różnica”.
„Nie dla mnie”.
„Powinna być”.
Jego głos nie podniósł się, ale stał się ostrzejszy.
„Julian, gdyby Crane wiedział, że jesteś w to zamieszany, zostałbyś częścią Operacji. Musiałbyś działać pod presją, działać pod nadzorem, a może nawet dać się złapać. Im mniej osób wiedziałoby, tym większe szanse”.
„Więc podjąłeś decyzję o mnie”.
„Dziękuję”.
Ostra odpowiedź uderzyła mocniej niż jakiekolwiek przeprosiny.
Wpatrywałem się w niego.
Patricia poruszyła się, jakby chciała zrobić krok między nami, ale potem rozsądnie pozostała na swoim miejscu.