„Rhea, odejdź” – powiedział Mark, wyrzucając ubrania Rhei za drzwi. „Nie jesteś moją żoną. Spójrz na siebie: śmierdzisz jak kuchnia. Wstyd cię zabierać na imprezy. Angelica to kobieta, która do mnie pasuje”. – Mark był mężczyzną obsesyjnie zafascynowanym urodą kobiet. Trzy lata temu wyrzucił żonę, Rheę, z domu.
W tamtym czasie Rhea była kobietą, którą sama sobie ukształtowała: zawsze mieszkała w prywatnym domu, bez własnego pokoju. Kiedy Mark awansował na stanowisko menedżera w firmie i poznał Angelicę (córkę bogatego towarzysza), poczuł, że Rhea nie jest na jego „poziomie”.
„Rhea, odejdź” – powiedział jej Mark, wyrzucając ubrania Rhei za drzwi. „Już się nie dogadujemy. Spójrz na siebie: śmierdzisz jak ciasteczko. Wstyd cię zabierać na imprezy. Angelica to odpowiednia kobieta dla mnie”.
Rhea odeszła. Bez śladu. Bez miejsca, gdzie mogłaby się zatrzymać. A co zrobił Mark… nie wiedział… Rhea była taka grzeczna.
Minęły trzy lata. Mark wyjechał, żeby poślubić Angelicę. To miał być ślub roku.
Mark poszedł do hotelu. Twarz Rhei była taka słodka i smutna, że zostawiła za sobą życie, które zostawiła. Zobaczył ją i zaprosił.
Napisał na odwrocie kartki:
„Przyjdź, żebyś mogła chociaż zjeść coś pysznego. Nie martw się, będzie co jeść nawet dla żebraków. Przyjdź i poznaj kobietę, która go zastąpiła”.
Rhea przyjęła zaproszenie. Nie była zła. Uśmiechała się.
Dzień ślubu. Pojechaliśmy do hotelu Grad Palacio i zobaczyliśmy ślub.
Wszyscy błyszczeli. Panowie młodzi mieli na sobie eleganckie stroje i smokingi. Marcos stał w kuchni, czując się jak idiota. Angelica szykowała się w pokoju przygotowań.
„Idziesz, była żono?” – zapytał drużba Marka.
„Prawdopodobne” – powiedział Mark. „Nie ma jej. Niestety, wróci po jedzenie na wynos. Pewnie przyjedzie w klapkach. Posadzę ją z tyłu, w kuchni”.
Wszyscy wyszli. Spodziewali się przybycia jakiejś żałosnej kobiety – kpili.
Zaczęli przybywać goście VIP. BMW, Mercedesy i Land Cruisery wypełniły salę.
Nagle w holu hotelu wybuchł chaos.
„O mój Boże! Czyj to samochód?!”
„Nigdy czegoś takiego nie widziałem!”
Mark i plotkarze wyjrzeli przez wspaniałe szklane okna.