Na zewnątrz stał granatowy Rolls-Royce Phantom: samochód godny millifluorescencyjnych i królowych. Był wart więcej niż ślub Marka.
Przemieniony kierowca wyraził chęć wyboru drzwi.
Najpierw pojawił się podnóżek w szpilkach Christia Loubouti.
Pojawiła się kobieta.
Miała na sobie czerwoną aksamitną suknię zaprojektowaną przez słynnego paryskiego projektanta. Diamentowa koronka lśniła wokół jej twarzy, widoczna nawet z daleka. Jej włosy były eleganckie, niebo nieskazitelne i czyste, a aura emanowała mocą.
To była Rea.
Kiedyś była kobietą, która „pachniała jak ciasteczka”. Teraz wyglądała jak dyrektor generalna imperium.
Mark zamarł. „R-Rhea?”
Ale niespodzianka się nie skończyła.
Rhea odwróciła się w stronę samochodu i pomogła wysiąść dwójce dzieci.
Dwóch synów, yug. Twis.
Mieli na sobie dopasowane smokingi szyte na miarę. Były urocze, podobnie jak niskie ceny.
Trzymając ją za ręce, Rhea weszła do hotelowego lobby, jakby znajdowało się na czerwonym dywanie.
Gdy szli korytarzem, trawiaste równiny wstrzymały oddech.
Nie chodzi o urodę Rei.
Ale nie przesadzaj ze zwrotami akcji.
Ich oczy… ich pozy… kształt ich twarzy…
Byli identyczni jak Mark.
Były jak kserokopie Marka z dzieciństwa. Nie, nie robi się tego na nim. Nie przeprowadzono żadnych testów DNA. Te dzieci były z krwi i kości ich naturalnego chłopaka.
Rhea zatrzymała się ze względu na przeszłość Marka.
W kościele zapadła cisza niczym na cmentarzu. Ewa, ksiądz, zamarła w bezruchu.
„Witaj, Marku” – powitała go Rhea miękkim i zimnym głosem. „Gratulacje. Dziękuję za zaproszenie. Powiedziałeś, żebym przyszła, więc zjem lody. Więc pobiegłam z synem”.
Mark zbladł. Jego wróżka drżała, stojąc nad dziećmi.
„Kim oni są?” zapytał chrapliwie.
Rhea spojrzała na całą trójkę. „Dzieci, przywitajcie się z wujkiem Markiem”.
„Cześć” – powiedział iп υпписоп, skręcając się. Ich głosy były tak podobne do głosu Marka.
„Rhea…” – wyszeptał Mark. „Czy to moje dzieci?”
Rea uśmiechnęła się gorzko.
– Tak, Mark. Prawica wytrąciła mnie z równowagi… gdzie rzucił moje rzeczy i nazwał mnie śmieciem… Martwiłem się. Dwa miesiące w sumie.
Trawiaste równiny wstrzymały oddech.
„Czy to ona ją kopnęła?!”
„Miałam dokąd pójść” – kontynuowała spokojnie Rhea. „Spałam na chodnikach. Pracowałam jako uliczna sprzedawczyni, podczas gdy mój brzuch rósł. O mało nie straciłam dzieci z głodu”.
„A-ale…” wyjąkał Mark. „Jak on się wzbogacił? Jak ty ich wychowałeś?”
„Z agerem” – odpowiedziała Rhea. „Ager stał się moim paliwem. Ciężko pracowałam. Sprzedawałam domowe posiłki. Stały się popularne. Założyłam małą firmę. Rozrosła się w restaurację. A teraz… znam Rhea’s Cuisine, sieć restauracji z 50 lokalami”.
Mark zamarł.
Restauracja, w której Angelica zawsze chwaliła się jedzeniem… należała do Rhei.
„Więc dziękuję, Marku” – dodała Rhea. „Gdybyś mnie nie zwolnił, pewnie nadal bym tu była. Przez to, co zrobiłeś, stałam się mililitrem powietrza”.
Nagle Angelica pojawiła się, już w sukni ślubnej, wychodząc z windy.
„Co tu się dzieje?!” Zajrzał do środka. „Rea? Dlaczego tu jesteś? Kim są te dzieci?!”
Angelica spojrzała na zwroty akcji… na Marka.
Zbladł.
—M-Mark… —powiedziała drżąc. —Masz dzieci?!
Mark nie potrafił odpowiedzieć. Stał jak sparaliżowany, wpatrując się w ten zwrot akcji – widząc siebie – i Reę, piękną, bogatą i potężną.
Żal go zmarszczył.
Rodzina Angeliki? Po uszy zadłużona. Ożenił się z nią dla statystyk.
Ale Rhea… Rhea była miliarderką, która dorobiła się sama. I mieli razem dwójkę dzieci.
„Rhea…” Mark zrobił krok naprzód. „To moje dzieci. Mam prawa! Wróćmy do siebie! Możemy być rodziną! Odwołajmy ten ślub!”
Przeszłość wybuchła.
"Zamierzasz zostawić swoją dziewczynę?!"
Mark wziął Rheę za rękę.
Puściła go natychmiast.