Mniej więcej w tym czasie przestała nazywać mnie „tatusiem”. Nie zwracała się do niego w ten sposób – po prostu „tato”, kiedy było to konieczne. W moim przypadku wróciła do „Josha”. Rozumiałem. To był jej sposób na zachowanie neutralności. Ale i tak nie było to dla mnie miłe.
I tak ciągle się pojawiałem. Odwożenie do szkoły. Notatki z lunchu. Odrabianie prac domowych. Koncerty chóru. Mecze piłki nożnej. Po prostu starałem się być trochę ciszej.