Część 2>>>
Minęło prawie trzydzieści minut, a ciszę przerywało jedynie rytmiczne stukanie Álvara w klawiaturę.
Camila stała za nim, obserwując każdą linijkę kodu okiem eksperta. Nagle Álvaro zatrzymał się, wziął oddech i nacisnął klawisz „Enter”.
Ekran, który wcześniej był zalewany czerwonymi błędami, zmienił kolor na jaskrawozielony.
System, który przez tygodnie trzymał firmę w napięciu, zaczął działać z zadziwiającą płynnością.
Álvaro odwrócił się do niej, z lekko zroszoną potem twarzą, ale z iskierką ulgi w oczach:
„Gotowe… Wystąpił konflikt zgodności w bazie danych.
Przebudowałem logikę połączenia i teraz wszystko działa poprawnie”.
Camila nie odpowiedziała od razu. Podeszła do małego stanowiska z kawą w kącie biura, nalała dwie filiżanki i podała mu jedną. Álvaro zawahał się, onieśmielony, ale jej spojrzenie mówiło mu, że nie przyjmie odmowy.
„Wiesz, dlaczego poprosiłam cię, żebyś wszedł na górę, Álvaro, mimo że twój wygląd sprawił, że wszyscy pracownicy na dole się wahali?” – zapytała Camila, wyglądając przez okno.
„Przypuszczam, że to z powodu moich umiejętności…”
odpowiedział cicho.
„Umiejętności mam wiele.
Ale kiedy wszedłeś do budynku, wpatrywałeś się w zdjęcie mojego ojca i mnie. Większość ludzi widzi sukces i pieniądze; patrzyłeś na to zdjęcie z tęsknotą, jakbyś szukał czegoś, co straciłeś”.
W tym momencie drzwi się otworzyły. Wszedł Rogelio, szef działu kadr, a za nim dwóch nienagannie ubranych kandydatów, którzy kpili z Álvara. „Inżynierze Malagón, proszę wybaczyć przerwę, ale ci panowie mają skargę. Nie wypada, żeby ktoś o takim wyglądzie zasiadał w zarządzie.
Mogłoby to zaszkodzić naszemu wizerunkowi u inwestorów, którzy wkrótce się pojawią” – powiedział Rogelio, patrząc z pogardą na Álvara. Camila odstawiła kubek na biurko z chłodem, który ochłodził całe pomieszczenie. Powoli podeszła do Rogelia.
„Rogelio, pamiętasz, kto założył tę firmę z moim ojcem?”
Rogelio wyjąkał: „Tak… to był genialny inżynier o nazwisku Esteban Mendoza, ale co to ma wspólnego z…?” Camila przerwała, wskazując na Álvara:
„Ten młody człowiek, którego widzisz w znoszonym ubraniu, właśnie rozwiązał w dwadzieścia minut problem techniczny, którego ty i twoi kumple z „elitarnych uniwersytetów” nie daliście rady rozwiązać w miesiąc. A ta „dziura” w rękawie, która tak cię dręczy, to dla mnie zaszczyt”.
Camila wyciągnęła pożółkłą kopertę ze swojej prywatnej szuflady.
„To list, który zostawił mi ojciec przed śmiercią. Prosił mnie, żebym w dniu, w którym Mendoza przekroczy te drzwi, oddał mu to, co mu się prawnie należy. Esteban Mendoza zginął, ratując tę fabrykę przed pożarem, a jego rodzina została bez środków do życia, ponieważ dał z siebie wszystko, żeby uchronić tę firmę przed upadkiem”. W biurze zapadła grobowa cisza. Pozostali kandydaci spuścili głowy, zawstydzeni. Camila zwróciła się do Álvara i na oczach wszystkich stanowczo wyciągnęła rękę:
„Álvaro Mendoza, nie przyszedłeś tu prosić o pracę. Jesteś tu, bo to biuro jest również twoje. Od dziś jesteś Dyrektorem ds. Technologii w Arya Solutions”. Álvaro nie mógł powstrzymać łez. Położył swoją starą dywanę na biurku i uścisnął dłoń Camili. Na dole, w holu, Nayeli obserwowała, jak… Drzwi windy się otworzyły. Kadra kierownicza wysiadła z domu z twarzami zarumienionymi ze wstydu, a za nimi szedł Álvaro, ubrany w garnitur, ale z wysoko uniesioną głową, otoczony przez Camilę Malagón, która zwracała się do niego z szacunkiem, jakiego nikt inny w tym budynku nigdy nie doświadczył.
Tego dnia wszyscy w Arya Solutions przekonali się, że talent nie potrzebuje etykietek, że wartość człowieka tkwi w tym, co jest w stanie zbudować, a nie w tym, co nosi, by to osiągnąć.