„To nie znaczy, że jest bezpieczny!” – odparłem. „A co, jeśli nas okradnie?”
Odchyliłem się na krześle i potarłem skronie.
Karen zawsze była ostrożna, ale utrata Barry'ego sprawiła, że stała się nadopiekuńcza.
„Ufam swojej intuicji” – powiedziałem.
Skrzyżowała ramiona.
Nie powiedziałem jej prawdziwego powodu. Mógłbym.
„A co, jeśli nas okradnie?”
Barry szybko udowodnił swoją wartość. Przychodził codziennie 15 minut wcześniej i pracował ciężej niż ktokolwiek inny, zamiatając podłogi, porządkując zapasy, nosząc pudła.
Klienci go lubili. Moi pracownicy go szanowali. Był uprzejmy i rzetelny.
Tygodnie zamieniły się w miesiące, a ani razu nie dał mi powodu, żeby w niego wątpić.
Z czasem zaczęliśmy więcej rozmawiać. Barry powiedział mi, że dorastał z matką, która pracowała na dwa etaty. Jego ojciec zniknął, gdy miał trzy lata.
Barry szybko udowodnił swoją wartość.
Pewnego wieczoru zaprosiłem go na kolację.
Karen nie była zachwycona, ale milczała.
Barry przyszedł z ciastem. Usiadł grzecznie i trzy razy podziękował Karen za posiłek.
W kolejnych miesiącach przychodził częściej, czasami nawet w weekendy.
Pewnego wieczoru, kiedy oglądaliśmy mecz baseballa w salonie, coś sobie uświadomiłem.
Lubiłem go tam mieć.
Karen nie była tym zachwycona.
Widziała w nim ojca spędzającego czas z synem, mimo że nie byłem biologicznym ojcem Barry'ego.
To uczucie utkwiło mi w pamięci.
Karen też to zauważyła.
Właściwie myślę, że ją to denerwowało. Widziałem napięcie na jej twarzy za każdym razem, gdy Barry przekraczał próg.
Ale to ignorowałem.
W końcu prawda wyszła na jaw pewnej nocy.
To uczucie pozostało ze mną.
Barry przychodził tu już wiele razy, ale tej nocy wyczułam coś innego, kiedy się pojawił. Wydawał się rozkojarzony i zdenerwowany. Usiedliśmy do jedzenia, ale Barry wciąż dziobał w jedzenie.
Nagle widelec wyślizgnął mu się z ręki i upadł na talerz.
Karen uderzyła dłonią w stół. „Jak długo będziesz kłamać?” krzyknęła nagle. „Kiedy w końcu powiesz jej prawdę?”
Spojrzałam na nią zdezorientowana. „Kochanie, wystarczy”.
„Jak długo będziesz kłamać?”
Ale nie skończyła.
„Dość!” warknęła. „Jak śmiesz okłamywać mojego męża i nie mówić mu, co zrobiłaś jego prawdziwemu synowi? Powiedz mu, co powiedziałaś mi ostatnim razem, kiedy wychodziłaś. Zbeształam Barry'ego za to, że był tu ostatnio, kiedy byłaś w łazience. Przyznał się. Nie mówiłam ci do tej pory, bo nie chciałam cię skrzywdzić. Ale nie mogę już tego dłużej trzymać w tajemnicy”.
Barry wpatrywał się w stół.
Mój głos ledwo brzmiał. „Barry” – powiedziałam powoli – „o czym ty mówisz?”.
Przez kilka sekund Barry miał dziwny wyraz twarzy i nie odpowiadał. W końcu na mnie spojrzał. To, co powiedział, o mało nie spadłam z krzesła.
„Powiedz mu, co mi powiedziałaś ostatnim razem, kiedy odchodziłaś”.
„Ma rację” – powiedział cicho Barry.
„Co mówisz?” – zapytałam.
Barry z trudem przełknął ślinę. „Nie powinno mnie tam być. To znaczy, twojego syna”.
Karen zaczęła płakać. Dźwięk był szorstki i bolesny, taki, jaki wydobywa się z lat tłumionego gniewu.
Moje dłonie zacisnęły się na krawędzi stołu.
Barry kontynuował. „Piętnaście lat temu spędzałem czas ze starszymi dzieciakami. Miałem 30 lat. Moja mama pracowała bez przerwy. Praktycznie sam się wychowałem, a kiedy jest się dzieckiem samotnym przez tak długi czas, człowiek znajduje sobie zajęcie”.
„Co masz na myśli?”
„Co się potem stało?” zapytałem.
„Starsze dzieciaki lubiły dokuczać młodszym i kazać im robić głupie rzeczy dla zabawy. Chciałem, żeby mnie polubili”.
Słyszałem, jak Karen jęczy obok mnie, ale nie mogłem oderwać wzroku od Barry’ego.
„Pewnego popołudnia powiedzieli mi, żebym spotkał się z nimi w kamieniołomie Porzucona na obrzeżach miasta po szkole” – kontynuował. „Nie powiedzieli mi dlaczego. Za każdym razem, gdy pytałem, nazywali mnie „tchórzem”.
„Chciałem, żeby mnie polubili”.
„Ale to miejsce, od którego wszystkie dzieciaki powinny trzymać się z daleka?” – zapytał.
„Tak. I byłem przerażony. Nie chciałem iść sam”.
Barry zawahał się.
„Wtedy go zobaczyłem, twojego syna. W szkole był bardzo powściągliwy. Czasami inne dzieci go dręczyły. Myślałem, że nie odmówi, jeśli go poproszę, żeby poszedł ze mną”.
Nagle pokój wydał się mniejszy.
„Wtedy go zobaczyłem, twojego syna”.
Karen zakryła twarz.
„Myślał, że się z nim zaprzyjaźnię” – wyszeptał Barry. „Kiedy powiedziałem mu, że mamy to samo imię, uśmiechnął się, jakby to znaczyło coś wyjątkowego”.
Poczułem gulę w gardle.
Głos Barry'ego zaczął drżeć. „Po lekcjach poszliśmy do kamieniołomu, a kiedy tam dotarliśmy, czekali na nas starsi chłopcy. Było ich trzech. Powiedzieli nam, że jeśli chcemy pokazać, że jesteśmy odważni, musimy wspiąć się na skalistą krawędź nad wodą”.
„Starsi chłopcy czekali”.
Karen wykrzyknęła.